Jeszcze sto lat temu prawie wszystko w domu było przedmiotem wielorazowym. Maszynkę do golenia ostrzono, butelkę zwracano do sklepu, a pióro napełniano atramentem. Dziś znaczna część tego, co bierzemy do ręki, została zaprojektowana z myślą o jednym użyciu, a potem o wyrzuceniu. Ta zmiana nie wynika wyłącznie z wygody klientów. Stoi za nią model sprzedaży, który producentom opłacił się na tyle, że przestawili pod niego całe kategorie wyrobów.
Spis treści
Od żyletki do kubka, czyli jak to się zaczęło?
Pierwszym naprawdę masowym produktem jednorazowym była wymienna żyletka. King Camp Gillette opatentował ją w 1904 roku razem z pomysłem, który okazał się trwalszy od samego wyrobu – tani uchwyt i droższe wkłady, kupowane bez końca. Ten schemat sprzedaży działa do dziś pod nazwą modelu żyletkowego, a opiera się na nim wiele branż.
Kolejne dekady dołożyły następne kategorie.
| Okres | Co weszło do powszechnego użytku |
|---|---|
| Początek XX wieku | Wymienne żyletki, papierowe kubki w automatach z wodą |
| Lata 50. | Tanie długopisy, pierwsze opakowania z tworzyw sztucznych |
| Lata 60. | Lekka torba foliowa, która miała zastąpić papierową |
| Lata 90. | Soczewki jednodniowe, aparaty fotograficzne na jeden film |
| Ostatnie dwie dekady | Elektronika o krótkim cyklu życia, w tym urządzenia z wbudowanym ogniwem |
Najbardziej przewrotnie wypada historia torby foliowej. Szwedzki inżynier Sten Gustaf Thulin zaprojektował ją w 1965 roku właśnie po to, żeby ograniczyć wycinkę drzew na torby papierowe. W zamyśle torba foliowa miała być wytrzymała i używana wielokrotnie, a stała się symbolem wśród produktów jednorazowego użytku.
Dlaczego producentom to się opłaca?
Powody są czysto ekonomiczne.
- Przewidywalny przychód. Produkt, który się zużywa, wraca do koszyka w stałym rytmie. Sprzedaż przestaje zależeć od tego, czy klient akurat potrzebuje nowego sprzętu.
- Niższa bariera wejścia. Tani produkt startowy przyciąga osoby, które nie wydałyby większej kwoty jednorazowo.
- Prostsza konstrukcja. Urządzenie przewidziane na jeden cykl życia nie potrzebuje serwisu, części zamiennych ani trwałej obudowy, co obniża koszt produkcji.
- Brak zobowiązań posprzedażowych. Nie trzeba utrzymywać magazynu części ani sieci napraw.
- Krótszy cykl wymiany. Klient wraca do sklepu częściej, a przy okazji ogląda nową ofertę.
Kupujących przekonuje z kolei wygoda. Produkt jednorazowy nie wymaga czyszczenia, ładowania, konserwacji ani myślenia o tym, kiedy wymienić część. Płaci się za to, żeby nie zajmować się rzeczą dłużej niż chwilę.
Gdzie jednorazowość ma sens, a gdzie go traci?
Publiczna dyskusja miesza dwie sytuacje, które mają zupełnie inne przyczyny.
W medycynie, laboratoriach i gastronomii jednorazowość jest rozwiązaniem higienicznym, a nie marketingowym. Strzykawek, rękawiczek ani opakowań na żywność po użyciu nie da się wyczyścić na tyle dokładnie, żeby po raz drugi bezpiecznie po nie sięgnąć.
Inaczej wygląda to w przypadku produktów codziennych. Ich jednorazowe wersje powstały głównie dlatego, że są prostsze w produkcji i częściej kupowane. Sztućce na piknik, maszynka do golenia, lekka parasolka i drobny sprzęt elektroniczny mają swoje wielorazowe odpowiedniki, tylko mniej wygodne na starcie.
Do tej samej kategorii trafiły w ostatnich latach urządzenia elektroniczne o krótkim cyklu życia – od aparatów na jeden film po sprzęt używany do wapowania, czyli wdychania pary z podgrzewanego płynu. W sklepach określa się je skrótowo jako jednorazówki i sprzedaje obok innych drobiazgów kupowanych na jedno użycie.
Co na to przepisy?
Unia Europejska od kilku lat ogranicza najbardziej problematyczne kategorie. Na podstawie dyrektywy o produktach jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych wycofano ze sprzedaży między innymi plastikowe sztućce, talerze, słomki, patyczki do uszu i pojemniki ze styropianu. Zakaz zaczął obowiązywać 3 lipca 2021 roku i objął produkty, dla których istniały gotowe zamienniki.
Drugi kierunek dotyczy elektroniki. Unijne rozporządzenie o bateriach zobowiązuje do projektowania urządzeń przenośnych tak, żeby użytkownik mógł sam wymienić ogniwo, a przepisy o prawie do naprawy mają wymusić na producentach utrzymywanie części zamiennych przez określony czas.
Oba zestawy przepisów wymagają od producenta tego samego – produkt ma dać się naprawić albo przynajmniej rozebrać na surowce.
Ile naprawdę kosztuje wygoda?
Porównanie kosztu bywa zaskakujące, ponieważ cena jednostkowa produktu jednorazowego jest zwykle niska, a suma roczna już niekoniecznie.
| Kategoria | Wersja jednorazowa | Wersja wielorazowa |
|---|---|---|
| Golenie | Niski koszt startowy, stałe wydatki na wkłady | Wyższy koszt startowy, tańsze ostrza lub pasek do ostrzenia |
| Napoje na wynos | Kubek w cenie napoju, czasem dopłata | Własny kubek, często z rabatem w kawiarni |
| Baterie | Kupowane w paczkach, wyrzucane po użyciu | Akumulatory z ładowarką, kilkaset cykli |
| Sprzęt drobny | Brak konserwacji, wymiana w całości | Serwis i części, dłuższy czas użytkowania |
Rachunek wypada różnie w zależności od częstotliwości korzystania. Przy sporadycznym użyciu wersja jednorazowa bywa sensowna, przy codziennym zwykle przegrywa na dystansie kilku miesięcy.
Co z tym zrobić na poziomie gospodarstwa domowego?
Nie chodzi o rezygnację ze wszystkiego naraz, gdyż to się nie udaje. Skuteczniejsze jest wybranie dwóch albo trzech kategorii, w których wymiana na wersję wielorazową nic nie kosztuje pod względem wygody.
Dobrze sprawdzają się akumulatory zamiast baterii, własna butelka na wodę i torba na zakupy trzymana np. w kurtce. Do tego dochodzi kubek termiczny, jeśli kawa na wynos jest codziennym punktem dnia. Resztę wygodniej potraktować wyrywkowo, zamiast układać plan, którego i tak nikt się nie trzyma.
Osobna sprawa to prawidłowe pozbywanie się zużytych produktów. Wszystko, co zawiera ogniwo albo układ elektroniczny, jest elektroodpadem i powinno trafić do punktu zbiórki, zamiast do kosza na odpady zmieszane.
Dokąd to zmierza?
Jednorazowość nie zniknie, ponieważ w części zastosowań nie ma dla niej sensownego zamiennika. Zmienia się natomiast to, co wolno sprzedawać i jak produkt ma być zbudowany.
Kolejne przepisy idą w stronę wymiennych części, dłuższej gwarancji i obowiązkowej zbiórki. Jeśli ten kierunek się utrzyma, za dziesięć lat o podziale na produkty jednorazowe i wielorazowe będzie decydować przede wszystkim to, czy wyrób da się rozebrać i odzyskać z niego surowce.
Artykuł powstał przy współpracy ze sklepem e-smoke.org
